To koniec. Pustka. Moja ukochana Szarusia. Nie żyje. Tak po prostu. Nie była chora. Nie była stara. Była troszkę za gruba. Była dla mnie idealna. Przeżyła z nami 3 lata. Pojechała nad jezioro. Do babci. Przeprowadziła się z nami. Była najważniejszym zwierzęciem w moim życiu zaraz po chomiku Lily. Była wspaniała.
Już nie jest. To niczyja wina, teraz jest jej lepiej. Jest szczęśliwa. Miała piękne życie. Ciepły dom. Kochających właścicieli. Teraz jest gdzieś na górze. Mam nadzieję, że tam też jest kochana. Nawet nie mam siły płakać za nią, tak mi smutno. Po prostu siedzę i nie wiem co ze sobą zrobić. Kilka dni temu powiedziałabym: ,,Mamo, nie mam co robić. Idę pobawić się z Szarulą''. Pocieszała mnie. Gdy płakałam, przytulałam się do niej. Nie uciekała. Sama podchodziła. Bawiła się ze mną, siedziała ze mną gdy czytałam książkę. Wszędzie. Zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz