TROLFEJS, NIE MA SEDNA RZECZY. JEST DRODZY PAŃSTWO Ś-R-O-D-E-K :*
Więc tak, pokażę wam dwa moje debilne wiersze. Komu się podoba - kom. Komu nie - kom.
XD. ;*
No to goł.
G-wiersz (gówno-wiersz) nr.
,,Jak młody człowiek odbudował Lublin’’
Moje miasto się nazywa
Lublin – tego nie ukrywam.
Lecz za sto lat go nie będzie Tylko wielki krater wszędzie.
A dlaczego tak się stanie?
Ja odpowiem na pytanie:
Bo wybuchnie wtedy nowa
Wielka bomba atomowa.
Naukowcy gdzieś z Berlina Ją
przywieźli do Lublina,
Sprawdzić chcąc, czy ta nie mała
Bomba należycie działa.
Miasto zrujnowali całe -
- Bomba działa doskonale!
Stare miasto już w ruinach,
Zamek palić się zaczyna.
Wielkie sklepy są nieczynne,
Wszędzie są zepsute windy. Autobusy
bez paliwa,
Bo paliwa wciąż ubywa.
Płynie sobie przez Czechówkę Podpalając każdą
dróżkę.
Wszystkie szkoły legły w gruzach,
Jakby nagle przeszła burza.
Restauracje i lokale… Słowem – nic z nich nie zostało.
Wszyscy ludzie uciekają, Nawet
bardzo źli wandale.
Ale pewien człowiek młody,
Chcąc naprawić wszystkie szkody Zebrał grupę
mądrych ludzi.
Potem nie chcąc ich zanudzić
Rzekł: ,,Kochani! Więc do rzeczy!’’
Widząc, że nikt nie zaprzeczył Ciągnął: ,,Pragnę odbudować Lublin cały znów od nowa.’’
Zdolni ludzie przytaknęli
I do pracy wnet się wzięli.
Każdy wiele miał zapału,
Lecz
robota szła pomału.
Najpierw wszyscy budowniczy
Się zajęli miasta szkicem.
Każdy swe pomysły wiernie
Przerysował nieczytelnie.
Ale owy młody człowiek
Niezrażony jak nie powie: ,,Do roboty przyjaciele! Wszakże
czasu jest niewiele.
Nie zależy co my chcemy.
Kto wie ile pożyjemy?’’
Mądrzy ludzie posłuchali.
Wznieśli Lublin nie ze stali.
Nie z marmuru, lecz ze złota. Taka przyszła im
ochota.
Najpierw miasto odnowili,
Potem trochę ulepszyli.
Pierwszą rzeczą się zajęli,
Gdy się już porozumieli
W sprawie szkiców nieczytelnych:
Szkice zrobił Stary Henryk.
Wpierw zajęli się budową
Rzeczy, co nie były nowe. Bo zabytek
wiekiem kusi:
Kilkadziesiąt lat mieć musi.
Potem poszły wszelkie drogi:
Wszystkich już
bolały nogi,
Więc dla ludzi tych wygody
Wprowadzono samochody.
Potem sklepy i szpitale,
Dworce i teatry stare,
Ale nie zabytki jeszcze,
Tylko
stare perły w mieście.
Zaraz ku rozpaczy dzieci
W szkołach lampy jęły świecić. Wszystkie
domy oraz bloki
Przyciągają swym widokiem.
Nasi dzielni ochotnicy
Posprzątali w
okolicy,
Posadzili nowe drzewa,
Mówiąc: ,,Lublin nasz olśniewa!’’
Gdy minęła lat już setka, Już
nie młody człowiek rzekł tak:
,,Moi dzielni towarzysze!
Spójrzcie na to. Czy widzicie?
Lublin jest piękniejszy wiele,
Wiele razy, przyjaciele!
A to wasza jest zasługa!’’
Po tych słowach zaraz umarł.
Umarł w nowym swym Lublinie.
W złocie, gdzie Czechówka płynie. Odpoczywa tam w
spokoju,
Po stu latach niepokoju.
Heh, kiepski format, a drugi jeszcze bardziej badziewny ;-;
G-wiersz nr. 2:
Moje Boże Narodzenie
Są takie trzy dni w roku,
Gdy wszyscy składają życzenia.
Panuje wtedy spokój I
się spełniają marzenia.
Najpierw Wigilia – dzień ulubiony
Wszystkich wytrawnych smakoszy,
Ponieważ na stole po wszystkie strony Przysmaków
wykwintnych są stosy:
Barszcz z uszkami, gotowany
Jak tradycja chciała,
Kutia dobrze
przyprawiona,
By smak własny miała.
Pyszne ryby z przeróżnymi
z roślin dodatkami; To
ogórki, to cytryny -
- Smaki, które znamy.
Lecz dla dzieci to prezenty Magię Świąt oddają,
Bowiem to Mikołaj Święty
Sprawia, że je mają.
Najważniejsza jest choinka Dla młodych
artystów.
Tutaj bombka, srebrna spinka
I już lampki błyszczą.
Ale jeszcze na dodatek Spośród
tego święta
Najważniejszy jest opłatek.
Jest to chwila piękna
Gdy rodzina, przyjaciele
W kole się zbierają.
Potem wszyscy jak umieją
Życzenia składają.
A niektórzy idą w nocy
Na pasterkę do kościoła.
Idą nawet o północy,
By
pomodlić się do Boga.
Drugi dzień to dzień radości,
To powtórny czas zabawy.
Znowu przyjmujemy gości,
Znowu jemy te potrawy.
Trzeci dzień to dzień Świętego,
A konkretnie dzień Szczepana.
W sumie to nic szczególnego:
Na czerwono ksiądz ubrany.
Ale Święta są raz w roku.
No cóż! Święta jak to Święta. A ja ciągle na ten spokój
Czekam sobie uśmiechnięta.
~ Zosia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz